Radio ratuje mózg

"Zabranie słuchaczowi radia, jego ulubionej audycji, a zwłaszcza muzyki (...) - wprowadza poczucie zagrożenia. Zabiera się wtedy coś wartościowego, co na co dzień redukowało niepokój". O tym, jak słuch wpływa na kondycję człowieka, rozmawiamy z psychologiem Danielem Jerzym Żyżniewskim.

MMP: Jeśli siedzę w biurze typu open space w słuchawkach, to czy mój pracodawca słusznie uznaje to za przejaw braku szacunku do wykonywanej pracy?

Daniel Jerzy Żyżniewski: W takiej przestrzeni pracownik wręcz powinien siedzieć w słuchawkach i słuchać ulubionej muzyki albo stacji radiowej.

Jak to wytłumaczyć pracodawcy?

Można na wielu poziomach – począwszy od anatomii przez neurobiologię, po psychologię. W uproszczeniu można powiedzieć, że słuchanie ulubionej muzyki czy radia w trakcie pracy służy koncentracji i wydajności pracownika. Istnieją badania, które to potwierdzają. Ludzie, którzy w open space’ach pracują w słuchawkach w towarzystwie ulubionej muzyki, pracują efektywniej nie tylko dlatego, że czują się dzięki temu bezpieczniej, ale też dlatego, że słuchanie radia zapewnia im blokadę bodźców szumu. Obniża to poziom ich frustracji – odcinają się od rozmaitych dźwięków, które zwyczajowo mogą destabilizować, odciągać uwagę. Natomiast radio, którego słuchają wszyscy będący  w danym momencie w pomieszczeniu jest dobrym bodźcem tła, na którym odruchowo fiksujemy się pozytywnie. Dźwięk radia w open space jest bardziej zakotwiczający. W rezultacie bodźce dodane mają mniejszą wartość tzw. dystrakcyjną, dlatego lepiej się wtedy pracuje.

Fiński architekt Juhanii Pallasmaa napisał, że "oko jest narzędziem dystansu i oddzielenia”, a słuch "strukturyzuje i artykułuje doświadczenie i rozumienie przestrzeni, tworzy poczucie łączności i solidarności”. Jeśli potraktować te słowa symbolicznie - czy żyjemy w czasach dyktatury oka?

Percepcja wzrokowa jest zazwyczaj wiodąca u ludzi sprawnie widzących, ale to nie znaczy, że służy nam ona tak dobrze jak słuchowa. Można jednak powiedzieć, że żyjemy w czasach dominacji obrazu w przestrzeni życia codziennego. Dziś więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej w historii wytwarza obrazy, choć nie musi to oznaczać, że mają coś istotnego do powiedzenia. Uwaga jest zaangażowana wzrokowo znacznie słabiej niż słuchowo. Gdy coś oglądamy, to w 90 procentach patrzymy, a w 10 słuchamy. Gdy czegoś słuchamy -  jest odwrotnie. Natomiast funkcja uwagi jest wysoce selektywna w reakcji na obraz i wiele rzeczy przetwarzamy bardzo płytko. Selektywność uwagi sprawia, że patrzenie nie pobudza intensywnie wielu złożonych funkcji umysłowych. Wiele rzeczy nie zapada na długo w pamięć lub nawet w ogóle. To, co słyszymy, jest znacznie głębiej przetwarzane i w konsekwencji lepiej zapamiętane i stosowane niż to, co wzrokowo. Mózg intensywniej reaguje na bodźce słuchowe, wykazuje wtedy większą i bardziej złożoną aktywność, zwłaszcza w obszarach korowych, które są najważniejsze dla naszej sprawności intelektualnej, ale również dla odporności psychicznej.

Antropolodzy już kilka lat temu alarmowali, że ewolucyjnie cofamy się do czasu obsługi świata za pomocą chwytnego kciuka – bezmyślnie scrollujemy walle i strony internetowe.

Percepcyjnie oznacza to różnicę pomiędzy rozpoznaniem a przetwarzaniem. Ten przykład dobrze obrazuje posługiwanie się rozpoznawaniem bodźca, a nie jego głębokim przetwarzaniem. Rozpoznanie oznacza coś płytszego w percepcji, co poprzedza przetwarzanie głębokie. Do rozpoznania wystarczą jedna lub kilka podstawowych wskazówek. Przykładowo, w odniesieniu do słów: jeśli pierwsza i ostatnia litera słowa, które już znamy, będą takie same jak również liczba liter w tym słowie będzie wynosiła tyle samo, to w zupełności wystarczy, żeby je zidentyfikować i iść dalej. Nie trzeba w związku z tym dokonywać głębszych operacji, np. przetwarzać każdej litery słowa osobno, by trafnie je zidentyfikować. Scrollowanie bazuje na najprostszych operacjach umysłowych i oszczędnej aktywności mózgowej, a zatem i tzw. oszczędności poznawczej.

Czyli percepcja słuchowa jest bardziej wymagająca.

Zdecydowanie tak. Angażuje więcej struktur istotniejszych dla ogólnego funkcjonowania psychofizjologicznego, np. obszary kojarzeniowe. Mowa o włóknach neuronalnych, obecnych tylko w obrębie mózgu. Dzięki nim z funkcji prostych powstaje funkcja złożona. To ta kategoria sieci neuronalnych zapewnia synchronizację w jednoczesnym przetwarzaniu percepcyjnym i przede wszystkim organizację funkcji prostych w złożone.  Oczywiście angażuje je również proces percepcji wzrokowej, ale w mniejszym stopniu niż słuchowej.

Kiedy dociera do nas bodziec słuchowy - co się dzieje w naszym mózgu?

Percepcja słuchowa bezpośrednio oddziałuje na mózgowe ośrodki mowy, czyli ośrodek Broki i Wernickego. Są połączone tzw. pęczkiem łukowatym. To z kolei część tzw. pęczka podłużnego górnego, budowanego przez wspomniane włókna kojarzeniowe. Na jego drodze znajduje się kora słuchowa, która przylega do ośrodków motorycznych, czyli mózgowych reprezentacji ruchu i czucia . Ośrodki mózgowe: mowy, motoryczne i słuchowe są więc naczyniami połączonymi.

Jak to się ma do całego człowieka?

Stymulacja ośrodka słuchowego oznacza intensywne stymulowanie ośrodków mowy i ośrodków motorycznych. Te z kolei silniej stymulują pęczek podłużny jako całość, co pozwala na przekroczenie granic tych obszarów. Aktywność mózgowa rozprzestrzenia się więc do obszarów czołowych, które odpowiadają za funkcje uwagi, ale również samokontrolę i tzw. funkcje wykonawcze. To nie wszystko: obejmuje swoim oddziaływaniem obszary ciemieniowe, gdzie zlokalizowane są ośrodki związane m. in. są z funkcjami wzrokowo-przestrzennymi oraz wyobraźni, co stanowi fundament naszej kreatywności. Aktywność słuchowa dociera też do struktur podkorowych, wpływając na hamowanie pobudzenia i stymulując tam produkcję substancji sprzyjających dobrostanowi. Ma to duże znaczenie dla poczucia bezpieczeństwa, dla ogólnego funkcjonowania w dobrym samopoczuciu, a także dla wydolności poznawczej.

Ucho jest też narządem odpowiedzialnym za utrzymanie równowagi – każdy z nas jest wyposażony w coś na kształt żyroskopu – dzięki skomplikowanej budowie przewodów słuchowych jesteśmy w stanie określić, w którym kierunku się przemieszczamy.

To zagadnienie nawiązuje do wątku sprzężonego z funkcjami wzrokowo-przestrzennymi, które w percepcji słuchowej zyskują na jakości. Bodźce słuchowe, stymulując aktywność włókien kojarzeniowych, zagęszczają włókna korowe odpowiedzialne za funkcje wzrokowo-przestrzenne – widać tu dwustronną zależność. Ma to wpływ na stabilizację psychomotoryczną.

Czyli stabilniej stoimy na nogach.

Warunkiem jest to, żeby stymulacja ośrodków słuchowych była intensywniejsza niż wynikająca z przeciętnego funkcjonowania. Taki efekt osiąga się zazwyczaj poprzez trening muzyczny. On nam zapewnia jakościowy wzrost potencjału tych ośrodków mózgowych, a w konsekwencji całej kory mózgowej. To najważniejszy obszar mózgowy dla złożonych funkcji poznawczych i równowagi psychicznej.

Jak rozumieć trening muzyczny? Jako grę na instrumencie?

Już samo regularne przebywanie z muzyką oznacza trening muzyczny. Ten nie ogranicza się tylko do gry na instrumencie czy lekcji śpiewu. Nie trenuje się muzycznie tylko muzyk - również ten, który słucha regularnie muzyki czy dźwięków, które lubi. Zatem mowa też o ulubionych audycjach, prezenterach, dżinglach – wszystkim, co tworzy radio. Regularny trening muzyczny i radiowy owocuje w obszarach kojarzeniowych i ma odzwierciedlenie w większej sprawności wielu funkcji poznawczych. Osoby w regularnym treningu muzycznym szybciej wykonują rozmaite zadania wymagające zaangażowania uwagi. Nie tylko szybciej wychwytują z tła istotne dla nich bodźce, ale również dostrzegają ich więcej i koncentrują się na dłużej oraz głębiej przetwarzają postawione przed nimi zadania. Trening muzyczny i radiowy poprawia też werbalizację. Ludzie słuchający płyt i audycji radiowych rozwiązują zadania językowe znacznie szybciej, mają większy zasób słów, potrafią precyzyjniej nazywać to, co obserwują czy to, czego doświadczają. Te rezultaty wyśmienicie uwidaczniają się również w nauce języków obcych. Przykładowo, w jednym z badań, w którym badano sprawność uczenia się języków obcych z płyty u dorosłych z towarzyszeniem muzyki w tle okazało się, że grupy uczące się języka chińskiego w odmianie mandaryńskiej i arabskiego wypadały istotnie lepiej w porównaniu do grup uczących się tych języków bez towarzyszenia muzyki. Trening muzyczny rozpoczęty w dowolnym momencie życia wpływa korzystnie na tempo uczenia się, zwiększa sprawność pamięci oraz umiejętność przetwarzania różnych elementów jednocześnie, co przekłada się na większą sprawność posługiwania się nabytym materiałem. Poprawia też kompetencje emocjonalne. Wszystko to z kolei prowadzi do większej sprawności w codziennym rozwiązywaniu problemów.

Samo dobro płynie przez uszy.

Trening radiowy wiąże się z muzyką, głosem, a to oznacza również nasilone wydzielanie neuroprzekaźników, np. serotoniny, dopaminy, noradrenaliny i acetylocholiny. Wszystkie są ze sobą powiązane i sprzężone. Osoby, które stymulują się regularnie wizją, szczególnie wieczorem hamują wydzielanie tych neuroprzekaźników, zwłaszcza serotoniny, która jest niezbędna do produkcji melatoniny, a ta z kolei do prawidłowego przebiegu rytmu snu. To dlatego osoby regularnie patrzące w ekran po zmierzchu wpadają w problemy ze snem. Światło ekranu hamuje produkcję melatoniny, ale też serotoniny, w rezultacie pojawia się większa drażliwość i mniejsza odporność psychiczna, co jest najbardziej widoczne w sytuacjach, w których coś dzieje się nie po naszej myśli. Badania wykazały, że osoby słuchające muzyki albo radia, które w tym czasie nie stymulują się wzrokowo, wykazują tendencję przeciwną: mają zwiększoną produkcję serotoniny, a zatem również melatoniny. Melatonina jest też konieczna do funkcjonowania naszego układu odpornościowego. Zatem: trening radiowy czy muzyczny może podnosić naszą odporność w przeciwieństwie do treningu telewizyjnego. Dopamina z kolei jest związana z doznaniem przyjemności, ale nie tylko, bo pełni ważną rolę w wielu mechanizmach leżących u podłoża myślenia. Ma również wpływ na poczucie własnej sprawczości. Ułatwia myślenie, w którym przeważają możliwości nad ograniczeniami. Dopamina bierze również udział w produkcji noradrenaliny, która jest niezbędna, np. do prawidłowego angażowania się w rozmaite czynności życiowe, chodzi o konstruktywną motywację.

Neuroprzekaźniki jako instrumenty w orkiestrze muzycznej mózgowia. O radiu mówimy w kategoriach "teatru wyobraźni”. Jak to się dzieje, że obecny w naszym domu głos z odbiornika przyoblekamy w ciało?

Do instrumentów muzycznych przyrównałbym raczej sieci neuronalne produkujące określone neuroprzekaźniki wraz z ich centrami wydzielniczymi. Natomiast same neuroprzekaźniki do partytury – im bardziej złożona tym lepiej. Przyoblekanie głosu w ciało może mieć związek z mechanizmami leżącymi u podłoża tzw. "ucieleśnionej symulacji”. Symulujemy cieleśnie to, co w danym momencie percypujemy. Tylko sygnalizuję to określenie, bo ucieleśnionej symulacji można poświęcić oddzielną rozmowę. Rzetelnie i przystępnie opisał to pojęcie w swojej książce Benjamin Bergen - "Latające świnie”. W praktyce wyraźnie wyobrażamy sobie człowieka, którego głos słyszymy, choć go nie widzimy. To naturalne i odruchowe. Nawet jeśli nie znamy twarzy człowieka, a znamy jego głos, traktujemy go jak kogoś, kogo znamy fizycznie, kto nam towarzyszy, jest nam bliski.

Radio jako medium towarzyszące to w swoim zamyśle wspólnota głosów, dźwięków i intelektualnej oferty. Są ludzie, którzy przez lata przywykli do tego, że radio gra u nich w domu przez całą dobę. Wyobraźmy sobie, że to nagle znika. Jak na ten brak reaguje mózg?

Można to porównać do zabrania człowiekowi obiadu, który codziennie zjada, bo to warunkuje jego przetrwanie. Zabranie słuchaczowi radia, jego ulubionej audycji, a zwłaszcza muzyki i nie tylko określonego gatunku muzyki, którą lubi, ale też tego, kto audycję prowadzi – wprowadza  poczucie zagrożenia. Zabiera się wtedy coś ważnego, wartościowego, co na co dzień redukowało niepokój. To niebywale frustrujące doznanie. Bo regularne słuchanie takich, a nie innych dźwięków, głosów, które sprawiają nam przyjemność, czy też takich, które są, ale przynajmniej nie przeszkadzają – to odebranie dużej porcji wewnętrznego poczucia stabilizacji. Na poziomie mózgowym będzie to silnie związane ze spadkiem produkcji neuroprzekaźników, o których już wspomniałem. Zwiększy się natomiast produkcja hormonów stresu, w tym kortyzolu.

Zamilknięcie ukochanych głosów w sytuacji globalnego zagrożenia wynikającego z pandemii to zatem podwójnie bolesna strata. Radio to kluczowe medium dla ludzi samotnych, niezastąpione – dla niewidomych. Słuch pomaga im lokalizować obiekty albo przedmioty, które mają jakąś wartość. Ale także takie, które mogą stanowić zagrożenie. Powtarzalność związana z tym, że radio chodzi non stop – to daje poczucie bezpieczeństwa.

Mowa tu o intensywności i częstotliwości obcowania z bodźcem. Bodziec jest tym ważniejszy, im częściej się z nim spotykamy. Staje się on integralny z naszym postrzeganiem świata, rzeczywistości i tym trudniej wyobrazić sobie, że go nie ma, że znika.

W akcie protestu wobec ocenzurowania listy przebojów dziennikarze składają masowo wypowiedzenia. Z anteny znikają ukochane głosy. Słuchacze reagują jak w sytuacji żałoby: zgłaszają sprzeciw na antenie, płaczą, składają pod budynkiem stacji kwiaty i znicze.

Na poziomie neurobiologicznym rytuał żałoby ma pomóc złagodzić frustrację wynikającą z gwałtownej produkcji hormonów stresu. Ta następuje w wyniku destabilizacji, czyli zabrania bodźców, które stanowiły kotwicę w rzeczywistości, dawały poczucie bezpieczeństwa. Stymulowały więc produkcję kluczowych dla nas neuroprzekaźników. Jeśli to, co dawało nam równowagę, zostaje nam zabrane, następuje gwałtowna reakcja frustracji związana ze wzrostem aktywności ciała migdałowatego, struktury leżącej głęboko pod powierzchnią mózgu i związanej z pobudzeniem emocjonalnym. To ciało migdałowate reguluje aktywność, tzw. osi Podwzgórze-przysadka-nadnercza (in. HPA), nasilającej w ciągu kilku sekund produkcję hormonów stresu. Oznacza to reakcję silnie związaną z negatywnym afektem. Przykładowo, w złości destrukcyjnej obwiniamy, oskarżamy, wskazujemy palcem. Możemy też reagować smutkiem, który oznacza wycofanie: przerwać, nie kontaktować się, wyłączyć radio, wejść w rytuał związany z przeżywaniem smutku, np. zapalić znicz, pogrzebać. Rytuał sam w sobie łagodzi tę frustrację, choć jednocześnie jest jej rezultatem. Jest motywowany poczuciem zagrożenia, które się gwałtownie nasilało jak w nagłej zmianie losu. A takie zdarzenia jak śmierć, wypadek, rozwód to doświadczenia, które silnie destabilizują. Im dłużej ktoś był z daną stacją radiową, a przez co jej obecność gwarantowała poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, tym silniej przeżywa taką sytuację.

Na pytanie, dlaczego Wojciech Mann nie odszedł ze stacji wcześniej, dziennikarz odpowiada: „Ktoś, kto nie pracuje w radiu tak z całego serca, nie zrozumie tego, że odpowiedzialność za słuchacza, chęć kontaktu z nim może być ważnym powodem”. Często zapominamy o tym, że istnieje nie mniej od nas zaangażowana druga strona, która niekoniecznie pracuje tylko dla pieniędzy.

Ta wypowiedź wyraźnie wskazuje na poczucie odpowiedzialności za relację budowaną latami ze słuchaczami. Informacje zwrotne od słuchaczy, które, jak przypuszczam, regularnie otrzymują radiowcy, dają wyraźny sygnał, że swoją obecnością na antenie wpływa się na dobrostan słuchaczy. Nie przerywa się radykalnie zbudowanej relacji psychologicznej. Dlatego, że ta relacja sama w sobie pracuje na jakość psychiczną u człowieka. Zatem trzeba ją przeprowadzić przez wszystkie etapy: rozpoczęcia, rozwoju i zakończenia, jeżeli taki musi nastąpić.

Czyli obecność w domach słuchaczy traktowana jest z perspektywy psychologicznej jako pomoc.

Jeśli ktoś był ze słuchaczami kilkadziesiąt lat, to tym, z którymi był, niósł realną pomoc w łatwiejszym życiowym funkcjonowaniu. Stała i nienarzucająca się obecność ma olbrzymie znaczenie na przykład dla osób żyjących z przewlekłym bólem. Stała obecność znajomego głosu łagodzi negatywne pobudzenie związane z niechcianymi doznaniami czuciowymi, dzięki czemu ból może być mniejszy. Znam wielu ludzi, którzy siedzą przykuci do łóżka, ale ich towarzyszem jest radio, a nie telewizor. To ono powoduje, że na ich twarzach da się zaobserwować zaciekawienie i zaangażowanie, swoistą obecność, mimo bólu. Towarzystwo osobowości radiowej łagodzi ich trudne doznania. Tak m. in. rozumiem odpowiedzialność, o której mówił Wojciech Mann.

Czyli nagłe wycofanie wsparcia całkowicie nas destabilizuje na każdym poziomie.

Wsparcie w przeżywaniu codziennych trudności jest czymś, czego potrzebujemy i poszukujemy mimowolnie. Człowiek poszukuje pomocy tam, gdzie może. Włączenie swojej ulubionej stacji radiowej oznacza codzienne wsparcie płynące z głosu i owoców pracy człowieka, który przygotował audycję. Płynie też z muzyki, która się w tej audycji pojawia, wątków, które są dla słuchającego familiarne, bo na przykład związane z jego wykształceniem i zainteresowaniami. Mimo, że nie jest to bezpośrednie wsparcie, to przekłada się bezpośrednio na funkcjonowanie w rozmaitych trudności życiowych.

Słuchacze doświadczają czegoś na kształt emocjonalnego rozdarcia: Trójka rozpaczliwie próbuje się bronić, ale powstaje Radio Nowy Świat. Wielu przestaje wierzyć, że Trójce uda się dźwignąć. Czy to oznacza, że proces żałoby nie może się zakończyć?

Zmiana nie musi oznaczać, że coś się kończy i nie ma nic w zamian. Pojawia się nowa propozycja, a nie tylko nadzieja na nią. Im częściej ktoś doświadczał w życiu poczucia bezpieczeństwa niż zagrożenia, tym łatwiej radzi sobie z sytuacjami straty, czyli jest odporniejszy psychicznie i lepiej adaptuje się do zmian. Koniec jakiegoś zjawiska nie oznaczać wtedy końca świata. Im wcześniej skorzysta się z nowej propozycji, która się nadarzy, tym łatwiej wyjść z sytuacji bolesnej straty. Propozycja nowego jest czymś etycznie wskazanym, wręcz koniecznym. Ludzie, którzy formują nowe radio, postępują zatem odpowiedzialnie. Można to porównać do sytuacji utraty związku. Na początkowym etapie przeżywania straty można mieć wrażenie, że świat się skończył. Natomiast jeśli pojawiają się okazje do tego, żeby zacząć budować nową relację, to psychologiczna rada jest najczęściej jedna: proszę próbować. Podejmowanie prób jest bowiem wychodzeniem z przeżywania straty, a istnieje duża szansa, że w ich wyniku pojawi się nowa relacja i przyniesie nową jakość. Zatem życie nie tylko się nie kończy, ale toczy się dalej w sposób bardziej bezpieczny niż zagrażający – niż wtedy, gdybyśmy zostali sami i w ciszy.

Rozmawiała: Katarzyna Woźniak

Daniel Jerzy Żyżniewski – psycholog, neuropsycholog kliniczny, terapeuta; członek British Psychological Society; wykładowca Uniwersytetu Otwartego Uniwersytetu Warszawskiego; autor książki "Emocje i nastrój. Jak je zrozumieć i kształtować".

Katarzyna Woźniak 540 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.