Mały koniec świata - rozmowa z Pawłem Łozińskim [wideo]

Polskie reżyserki i reżyserzy zrealizowali we współpracy z HBO cykl filmów o sposobach na życie w pandemii. Z Pawłem Łozińskim rozmawiamy o jego krótkim metrażu i wpływie pandemii na kino i narodową kondycję psychiczną.

MMP: Film "Maski i ludzie” powstawał podczas narodowej kwarantanny, kiedy opustoszały ulice i zamknięto parki. Formuła nagrań filmu z balkonu nie jest jednak u Pana nowością.
Paweł Łoziński: Nie, zacząłem z nią eksperymentować w kwietniu 2018 r., czyli ponad dwa lata temu. Lubię czasem posiedzieć na balkonie i posłuchać, o czym ludzie rozmawiają przechodząc. Pomyślałem, że szkoda takich świetnych dialogów. Na początku wymyśliłem film, w którym kamera rejestruje wszystko, co się dzieje pod moim balkonem, nagrywa obraz i dźwięk, wychwytuje fragmenty dialogów, a ja się w ogóle nie ujawniam. Takie marzenie reżysera - wychodzę z domu, a film kręci się sam. Potem wracam, przeglądam materiał, a on jest wspaniały! Ale cudów nie ma. W dokumencie czasami początki myślenia o filmie wyglądają naiwnie, życie to szybko weryfikuje. Dość szybko zdecydowałem, że i siebie, i kamerę chcę pokazać ludziom. Z jednej strony to nieładnie podsłuchiwać, a z drugiej czułem, że jeśli włączę się do rozmowy, to dostanę jeszcze więcej cennego materiału. I tak sobie z ludźmi gadam z balkonu od ponad dwóch lat.

MMP: Balkony we Włoszech stały się enklawami, wyspami nadziei. W pandemii formuła nagrań z balkonu zyskała nową świeżość i wymiar. Odnosi się nie tylko do naszej izolacji, ale skłania też do refleksji autotematycznej – o kondycji kina i filmu.

Niechcący stałem się prekursorem. Kino jest międzyludzką rozmową, ciągle świetnym sposobem na porozumienie. "Maski i ludzie" to film o spotkaniach z kolejnymi bohaterami i o mojej ich ciekawości. Zrobiłem go w niepowtarzalnym już mam nadzieję szczytowym momencie kwarantanny i zamknięcia. Sprawdzałem, jak sobie radzą, kiedy świat się nagle zatrzymał. Chciałem się czegoś od ludzi nauczyć. Pomyślałem, że jak zapytam, to się dowiem: jak sobie radzić z poczuciem zagrożenia, które może się okazać trwałe. Być może będzie nam towarzyszyło znacznie dłużej niż przypuszczamy. Wirus może być wszędzie, to rodzaj wojny z niewidocznym gołym okiem przeciwnikiem.

MMP: Czego się pan nauczył od rozmówców?

Z pogodą, ale i pokorą znosili obostrzenia. W większości byli solidarni, dbali o innych. Nie wszyscy oczywiście, bo część była zbyt przerażona. Niektórzy wypierali, tupali, że się nie zgadzają. Jeszcze inni mówili, że wirus był z nami od zawsze i w tym upatrywali pocieszenia. Mam wrażenie, że dostałem od nich trochę optymizmu, którego źródłem było już samo spotkanie. W szczytowym momencie, kiedy wszystko było pozamykane i nie wolno nam było wyjść nawet do parku spotkanie człowiek-człowiek – choćby z odległości czterech i pół metra, które dzielą balkon od chodnika – to już było coś. Małe święto.

MMP: Tęskniliśmy za drugim człowiekiem ze świadomością, że nam zagraża.

Tak, bo tylko człowiek może wirusa przekazać. Moja córka opowiadała, że kiedy szła zamaskowana prawie pustą ulicą to, mijając człowieka, wstrzymywała odruchowo oddech. Baliśmy się wymieniać tym samym powietrzem.  

MMP: Co panu twórczo zrobiła pandemia?

Do długiego metrażu "Film balkonowy” szukam wciąż zakończenia. Pomyślałem, że może to, co się nam wszystkim przydarzyło, jest symbolicznym zamknięciem. Wyczyszczenie kadru pod moim balkonem, przestrzeń bez przechodniów – to jakaś puenta. Szukałem naturalnego punktu, w którym mógłbym zatrzymać tę historię  i mam ma wrażenie, że go znalazłem. Zaczyna się lekko i przyjemnie, człowiek wychodzi na balkon z kamerą, trochę sobie nie radzi z techniką, a ludzie nie bardzo wiedzą, jak z nim rozmawiać. Wszyscy uczymy się tego w trakcie filmu i wspólnie szukamy formuły. Potem niektórzy bohaterowie wracają, przynoszą historie ze swojego życia. Kiedy film zaczyna się rozwijać i dobrze idzie, nagle spada na nas coś niespodziewanego. Zamraża akcję, zatrzymuje życie i film.

Co nam się tak naprawdę przydarzyło?
Jakiś mały koniec świata. Nie dosłowny – po prostu może nie będzie już świata jaki znamy. Mówiąc górnolotnie: musimy zacząć więcej myśleć o planecie, bo jest jedna dla wszystkich. Może przestanie nas gonić po całym globie i dzięki pandemii uznamy konieczność samoograniczeń? Albo, jak w starym żydowskim dowcipie musimy poprosić o inny globus.

Jak okiem sięgnąć – wszystko w porządku. Drzewa kwitną, ptaki śpiewają, ktoś mówi, że od 30 lat nie słyszał takiej ciszy w Warszawie.
Przyroda odżyła, kiedy zamknęliśmy się w domach. Miałem nawet myśl, że człowiek jako żywa istota jest temu światu zupełnie niepotrzebny. Przyroda radzi sobie zdecydowanie lepiej bez nas. Często tylko ją niszczymy.

Wszystkie pana dotychczasowe obrazy są w jakimś sensie podszyte śmiercią. Nie jest tematem sama w sobie, ale jest w jakimś sensie wszechobecna. Nie objawia się w pana filmie spektakularnie, ale staje z tabliczką: "wszyscy umrzemy”. Mówi o tym jeden z bohaterów, lekarz.

Wirus przypomniał to o czym wolimy nie pamiętać, że śmierć wokół nas jest obecna nieustannie. Jedna z bohaterek mojego filmu zmaga się z chorobą, która zaczęła się długo przed pandemią. Ma nadzieję, że będzie zdrowa, choć wokół wszyscy zajmują się teraz inną jednostką chorobową. To spotkanie z nią było otrzeźwieniem: tak, życie toczy się dalej. Walka z chorobą też. Wirus był tylko bodźcem przypominającym. Zauważyła pani, że rozmawiamy momentami w czasie przeszłym?

Racja. Pandemia jest przecież w rozkwicie.
Statystyki mówią, że wcale nie jest dużo lepiej. Mówimy o tym w kategoriach wojennej przygody, która nas dotknęła, a teraz już powoli zapominamy. Może brakuje nam już siły, chęci, cierpliwości, żeby się dalej maskować, odkażać, trzymać dystans. Po prostu nam się to znudziło. Mam wrażenie, że to niebezpieczny trend.

Psychologowie mówią o tym „habituacja”. Przyzwyczajenie.
Na początku pandemii wszyscy pytali: z czym zostaniemy, jak to się skończy? Niektórzy mówili żartem: na pewno nauczymy się perfekcyjnie przez 30 sekund myć ręce. Obawiam, że nawet to z nami nie zostanie.

Jacy będziemy po pandemii?
Nie mam pojęcia. Wielu mądrych ludzi teraz się nad tym zastanawia, czekam na jakieś wiadomości. Dlaczego siedem miliardów ludzi na świecie miałoby nagle zadeklarować, że od dziś żyją inaczej? Powoli, rozważnie. Natura ludzka każe nam się rozprzestrzeniać i mieć coraz więcej. Ledwo samemu ze sobą można się w sprawie ograniczeń dogadać. Ale może warto od tego zacząć?

Rozmawiała: Katarzyna Woźniak

Paweł Łoziński - reżyser, dokumentalista. W 1992 roku ukończył studia na Wydziale Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Przygodę z filmem rozpoczął od asystowania ojcu, Marcelowi Łozińskiemu. Był także asystentem Krzysztofa Kieślowskiego przy filmie Trzy kolory. Biały (1993). Jest autorem m. in. filmów: "Miejsce urodzenia", "Chemia", "Ojciec i syn" i "Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham".

"W domu"
Od połowy lipca w HBO i HBO GO można oglądać antologię 14 filmów o doświadczeniu izolacji zrealizowaną przez 16 twórców pod wspólnym tytułem "W domu". Filmy kręcone w trakcie pandemii prezentują artystyczny wielogłos i różnorodność w spojrzeniu na ten sam czas. Wielogłos reżyserski tworzą: Jacek Borcuch, Andrzej Dragan, Krzysztof Garbaczewski, Renata Gąsiorowska, Magnus von Horn, Paweł Łoziński, Jan P. Matuszyński, Tomek Popakul, Jerzy Skolimowski, Krzysztof Skonieczny, Małgorzata Szumowska / Michał Englert, Mariusz Treliński, Anna Zamecka / Sung Rae Cho i Xawery Żuławski.

Wszystkie filmy powstały w ramach artystycznego manifestu: musiały dziać się w czasie pandemii, ich długość miała nie przekraczać 10 minut i uwzględniać wprowadzone na ten czas restrykcje. Artyści musieli przygotować filmy samodzielnie w czasie 4 tygodni, mając pełną dowolność w kwestii doboru formy i gatunku.Produkcję można również oglądać w pozostałych europejskich serwisach HBO. W HBO GO dostępne są również filmy nakręcone w Hiszpanii w ramach projektu "W domu", a od 4 sierpnia pojawią się także filmy zrealizowane w Finlandii.

Katarzyna Woźniak 524 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.