Człowiek-mikrofon [recenzja]

Wyśmienita rozmowa-rzeka Katarzyny Kubisiowskiej z Wojciechem Mannem to kopalnia wiedzy o historii polskich mediów, ale też zapis najnowszej historii przemian uchwyconych w momencie stawania się.

Zadebiutował na scenie jako piętnastolatek i członek harcerskiego zespołu Gawęda, w w którym zasłynął przede wszystkim z tego, że nie umiał śpiewać. Pierwszą radiową lekcję pokory odebrał, kiedy zasnął na scenie katowickiego Spodka, prowadząc koncert heavymetalowy. Obudził go inspicjent scenicznym szeptem: "Panie redaktorze, teraz Wilczy Pająk”. Wrażliwości estetycznej uczył go ojciec malarz, ale niepodrabialnego humoru - babcia z przedwojennym sznytem. Nie tylko lubiła Presleya, ale i broń palną, z której serdeczną salwą witała w progu strwożonych gości. Zanim stał się ikoną polskich mediów, pracował zagranicą m.in. w hotelach na zmywaku i w kuchni - wyleciał za stworzenie wystawy spalonych tostów. Był też głównym menedżerem od pokoju z brudną bielizną, którą wydawał do pralni. Do dziś utrzymuje, że w Anglii jego najlepszą praca było pakowanie paczek. 

Rozmowa-rzeka z Wojciechem Mannem sprzedaje się jak świeże bułeczki – i bardzo słusznie, bo to nie tylko głos wielkiej osobowości, ale nade wszystko kompendium wiedzy o historii polskich mediów – niedostępne dotąd w tak skondensowanej formie.

Katarzyna Kubisiowska pyta o ludzi, którzy Manna ukształtowali i czasy, które go formowały. Pandemia przeniosła ich wspólne rozmowy tylko na kanał internetowy. Jak zapewnia dziennikarka, droga internetowa uwypukliła nie tylko to, co w głosie Manna znane, ale wniknęła w jego wewnętrzną strukturę. "Odsłoniła składowe, które ten głos czyniły wolnym w każdym z systemów, a to dla osoby debiutującej za Gomułki i potem pracującej pół wieku w publicznym radiu jest wyczynem na miarę zdobycia Mount Everestu bez butli tlenowej. Głos jest więc próbą oświetlenia wolności z wielu różnych perspektyw. Pokazania, jaką płaci się cenę za suwerenność: kiedy zawiera kompromisy, kiedy oddaje haracz, kiedy pali mosty."

Kubisiowska nie kryje, że początkowo Wojciech Mann zafundował jej sporą dawkę dystansu i rezerwy. Z czasem zaczął się otwierać i mówić szczodrzej. Umie opowiadać z niezwykłym rozmachem, ale jego wyróżnikiem narracyjnym, szczególnie widocznym na antenie, są liczne elipsy, pauzy i przemilczenia. Najsprawniej spośród współczesnych radiowców operuje również ironią i niedopowiedzeniem, co wielu zbyt wprost odbierających przekaz słuchaczy frustruje i niejednokrotnie obraża ich uczucia (te nieistniejące również). Manna wyróżnia w rozmowie elegancki garnitur doskonale skrojonej anegdoty, w które przyodziewa nadmierne emocje. Nie daje z siebie wysysać za dużo, nie ma mowy o przepychankach czy wyciąganiu z niego informacji. Mówi tyle, ile chce i potrzebuje, a dla uważnego czytelnika nie pozostawia wątpliwości. Charakteryzuje go organiczny wstręt do patosu, co we współczesnej narracji antenowej jest skądinąd ekscentryczne. Opowiada o ojcostwie, tożsamości, zderzeniach z zachodem i słabości do nośników muzycznych.

Rozmówczyni Manna spotykała się z nim na przestrzeni kilku miesięcy, kiedy w Polsce następowała seria pandemicznych zdarzeń, ale i gwałtownych zmian w polskich mediach - prowadzących m. in. do zamordowania Trójki. Mann zaczął pracę w Radiu Nowy Świat, gdzie w piątki na antenie towarzyszy mu syn. "Głos" staje się więc zapisem historii - in statu nascendi.

To książka nie tylko dla fanów Wojciecha Manna, ale nade wszystko dla branży. Mnogość anegdot, którymi nas obdarowuje, jest imponująca. Nie zapominajmy, że dla wielu jest synonimem „pana z telewizji”, a nie tylko mistrza mikrofonu. Mann przypomina o roli i kształcie mediów w poprzednim ustroju, opowiada o ich nowym formowaniu po 1989 roku, prezentuje panoramę historii nie tak zamierzchłej i najnowszej. W filmikach, które wrzuca na swój fanpage, komentuje język, jakim posługują się politycy. Cezurą dla niego jest rok 2003, kiedy na rynek wszedł "Fakt" i wraz z pozostałymi tabloidami drastycznie obniżył poziom języka debat publicznych. "Wcześniej był on bardziej elegancki, wyrafinowany, zniuansowany, szanujący odbiorcę i wierzący w jego inteligencję. Dziś jest plugawy, nawet jeśli nie padają w nim wulgaryzmy" - mówi Mann. Dziennikarz nie wini czasów, tylko decydentów. Przypomina, że za komuny obok drętwego języka "Wiadomości" istnieli jeszcze Przybora z Wasowskim, Jerzy Dobrowolski, Jacek Fedorowicz, Bardini, Kofta, Osiecka i... Trójka. Poziom literatki festiwalu w Opolu nie miał sobie równych. Dziś antena rozrywkowa szczególnie w telewizji publicznej nieszczególnie poszerza horyzonty.

Jako filolog przywiązuje dużą wagę do kształtu i jakości języka, co dziś w mediach zaczyna być zjawiskiem skrajnie niszowym. Nie wszyscy lubią i rozumieją jego humor. Najlepszym stemplem autorskim niech będzie to, ze na koniec rozmowy Wojciech Mann publikuje wywiad, który przeprowadził sam ze sobą.
W rozmowie uczestniczą również domownicy Wojciecha Manna – jego syn Marcin i żona Ewa, którzy od czasu do czasu wtrącają się do rozmowy, co daje efekt goszczenia u Mannów na fajfach.

Osobom nieprzekonanym jeszcze do lektury tej książki, przesyłamy fragment jako ponadczasowy insajt – na zachętę: „W latach 80. z Krzyśkiem Materną zostaliśmy zaproszeni do prowadzenia w hotelu Victoria dorocznego balu Marlboro. Cała główna sala balowa obwieszona była gadżetami: naklejkami, banerami, chorągiewkami. Odbyła się również loteria, podczas której licytowano największe skarby, jakie mogą być na świecie, a mianowicie foliowy dmuchany fotel Marlboro oraz parasol ogrodowy Marlboro. W hotelu zgromadziła się śmietanka warszawska – bogacze, ludzie z naprawdę dużą kasą. Przychodzili i kombinowali, co zrobić, by to wygrać. Gdy się jednak nie udało, a fotel i parasol poszły w inne ręce, to panie w eleganckich sukniach i panowie w smokingach zdzierali stickery Marlboro, by je sobie przykleić w domu. Kradli też chorągiewki, zapalniczki i popielniczki, bo to były największe bajery! A facet, który prowadził biuro Marlboro w Polsce, był właścicielem całego świata, bo pod koniec roku rozdawał kalendarze. Przychodziły delegacje z największych central i biur, by zapisać się na kalendarz, gdyż była ich ograniczona liczba. Takie dziadostwo straszliwe!”

Głos. Wojciech Mann w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020

Katarzyna Woźniak 562 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.