Co dalej z TVN?

Od kilkunastu godzin zalewa nas morze emocjonalnych komentarzy po przegłosowaniu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Spróbujmy - choć to niełatwe - zostawić emocje na boku. Gorączkowe definiowanie, co jest "nową targowicą" i kto jest "sprzedajną szmatą" niczego nie rozjaśni.

W chórze komentarzy warto wyłowić opinię Antony'ego Blinkena, szefa amerykańskiej dyplomacji: "Wolne i niezależne media, sprawiają, że nasze demokracje są silniejsze, a Sojusz Północnoatlantycki mocniejszy oraz mają podstawowe znaczenie dla naszych dwustronnych relacji. Wielkie amerykańskie inwestycje handlowe związują nasz dobrobyt i wspierają nasze zbiorowe bezpieczeństwo". To – jak na dyplomatę – łagodna wypowiedź, ale bez wątpienia nie jest to ostatnie słowo Amerykanów w sprawie "lex TVN". Można się spodziewać, że kolejne opinie będą bardziej stanowcze. I nie zawsze dotrą do nich media. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Amerykanie bez mniej lub bardziej dyplomatycznej walki rezygnują ze swojego znaczącego biznesu medialnego w Polsce.

Spróbujmy na chłodno zastanowić się, jakie scenariusze dotyczące TVN (czy szerzej: Grupy TVN Discovery) są dziś możliwe. Pomińmy prace naszego parlamentu – czy Senat RP odrzuci nowelizację (raczej odrzuci), czy Sejm RP przemyci jeszcze jakieś poprawki do nowelizacji (trudno przewidzieć), czy prezydent RP podpisze nowelizację w przyjętym właśnie kształcie (raczej  podpisze). Z punktu widzenia rynku mediowego w Polsce istotne jest tak naprawdę, jak zachowa się amerykański właściciel. 

Amerykanie mogą rozważać podział Grupy TVN Discovery – na przykład wydzielić dwa podmioty: jeden obejmujący TVN i kanały naziemne, drugi TVN24 i inne kanały satelitarne. Wyjściem może być też znalezienie europejskiego partnera, który odkupi udziały Amerykanów. W tym scenariuszu nie od wczoraj najgłośniej mówi się o właścicielach Canal+ czy RTL. Kto jednak zna sytuację medialną na Węgrzech i śledził, z jaką łatwością ekipa Orbana rugowała w ostatnich latach biznes RTL nad Dunajem, ten jest pewien, że tym razem RTL w aktywność nad Wisłą się nie zaangażuje. Notabene, kto pamięta, że TVN7 to reinkarnacja RTL7?

Bardziej prawdopodobne wydaje się więc odsprzedanie udziałów w TVN Discovery niezależnemu europejskiemu funduszowi inwestycyjnemu, na mocy porozumienia zawierającego klauzulę o odsprzedaży na żądanie. Oczywiście za kwotę zawartą w umowie. W tym scenariuszu praktycznie nic na polskim rynku się nie zmieni, a ci, którzy liczą na marginalizację TVN (również na rynku reklamy), mocno się rozczarują.

Możliwe jest też, że gdy tylko nowelizacja się uprawomocni, grupa Discovery - amerykański inwestor TVN - wystąpi o odszkodowanie. I trudno dziś wyobrazić sobie inne rozstrzygnięcie międzynarodowego arbitrażu niż zasądzenie takiego odszkodowania. Z czyjej kieszeni pochodzić będą pieniądze? Nietrudno zgadnąć.

Oczywiście możliwy jest też scenariusz, w którym Senat RP odrzuca nowelizację, Sejm RP odpuszcza "lex TVN", a prezydent Duda nie podpisuje dokumentu. To wariant na pewno najtańszy dla naszego społeczeństwa. Niestety, wiele dziś wskazuje na to, że na takie rozwiązania nie zdecyduje się ani Sejm, ani prezydent.

Piotr Machul, zastępca redaktora naczelnego "Media Marketing Polska"

Piotr Machul 352 Artykuły

Zajmuje się tematyką mediową, głównie telewizyjną i radiową. Przeżył kilkuletni romans z copywritingiem. Zdecydowanie woli dziennikarstwo. Dziwne, że nie mieszka w czeskiej Pradze, bo uwielbia to miasto.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.