OSOM Studios nie tylko z nazwy

Z Julią Konopką i Bartkiem Walczukiem rozmawiamy o pracy w agencji, klientach, briefach i Osom Studios.

"Media Marketing Polska": Bartek, miałeś kiedyś swoją niepisaną zasadę, że należy zmieniać agencję co dwa lata. Dlaczego? Jak to teraz się u ciebie sprawdziło?

Bartłomiej Walczuk: Co trzy. I ja naprawdę zmieniłem tę agencję i to chyba nawet właśnie po trzech latach. Pojawienie się w 180HB klienta, jakim było Nike, zmieniło zarówno strukturę, w jakiej pracowałem, ludzi, jak i moją rolę. I to dość znacznie. Kalendarz agencyjno-festiwalowy zamieniliśmy na kalendarz sportowy, wypełniony olimpiadami i maratonami, o których wcześniej nie miałem pojęcia. No i tutaj trochę się zasiedziałem, bo z trzech zrobiło się pięć lat stałej obsługi. A potem znowu nowa agencja w agencji wraz z wygraną Burger Kinga.

Nie pracujesz już w agencjach. Co cię tam ograniczało, czego brakowało?

Bartłomiej Walczuk: Każda z agencji, w których pracowałem, szczęśliwie pozwalała mi wnosić moje zabawki do piaskownicy, dlatego chyba nie mogę powiedzieć, że czułem się ograniczany. Zmieniły się realia, w jakich działamy. Na przykład marketing muzyczny, którego kiedyś po prostu nie było, teraz stanowi dużą część naszego portfolio. Kiedyś muzycy zamawiali okładkę i plakat, dziś zamawiają wszystko – od strategii działań, przez wielonośnikowe kampanie, po okładkę. Myślę, że zmiana to bardziej wynikowa zebranych doświadczeń w agencjach oraz podczas pracy projektowej. Choć prawdą jest, że aktualnie robimy mniej kampanii reklamowych, a więcej projektujemy. 

Rozstanie z Nike to trochę rozstanie po idealnym związku. Kto kogo rzucił? Dlaczego?

Julia Konopka: My byśmy Nike nie rzucili. Już nie raz mówiliśmy, że to był nasz ukochany klient. Ja pracowałam dla nich zdecydowanie krócej niż Bartek, ale oboje mamy te same odczucia odnośnie do współpracy z nimi. A jest to klient z bardzo otwartą głową, słuchający i merytoryczny. I choć praca dla niego bywała bardzo intensywna, to zawsze sprawiała nam wielką przyjemność, bo mieliśmy poczucie, że robimy coś w teamie.

Bartłomiej Walczuk: Nigdy nie mówiłem tego głośno, ale oprócz niesamowitej kultury pracy, poczucia partnerstwa etc. Nike odkleiło nas trochę od bańki reklamowej, chyba niechcący. I kiedy polski marketing przestał istnieć w strukturach europejskich Nike, poczuliśmy, że to może być naprawdę – mocne słowo – niepowtarzalne. Natomiast 180HB zawsze stawiało na długotrwałe relacje, dzięki czemu nadal są agencją oficjalnie współpracującą z Nike i mogą realizować projekty na rynki europejskie i nie tylko. A relacje międzyludzkie pomiędzy nami a klientem (czyli tak naprawdę grupą osób, z którymi przez pięć lat mieliśmy przyjemność współpracować) pozostały fantastyczne. 

Julia Konopka: A dzisiaj zdarzają się projekty, które robimy dla Nike we współpracy ze 180HB. Bo wszyscy się znamy i lubimy, a przez to, że mamy już sprawdzony model współpracy z tym klientem, każda ze stron wie, że może na sobie nawzajem polegać i że wyjdą z tego dobre rzeczy.

Julio, w 180heartbeats Jung v. Matt twoje zawodowe doświadczenia i osiągnięcia z miesiąca na miesiąc wchodziły na wyższy poziom. Dlaczego uznałaś, że to moment na odejście z agencji?

Julia Konopka: Patrząc na to z perspektywy czasu, a minęło już prawie dziewięć miesięcy od kiedy opuściłam mury 180HB, to nie było tak, że uznałam, że to „ten moment”. Podjęłam decyzję, bo zmusiło mnie do tego zdrowie i musiałam poczynić jakieś radykalne kroki w celu odzyskania równowagi psychofizycznej. Ale gdybyś zapytała mnie sześć miesięcy przed odejściem z agencji, czy mam coś takiego w planach, to odpowiedziałabym ci, że nie ma takiej opcji. Ja naprawdę kochałam pracę w agencji, ceniłam sobie możliwości, jakie dawała praca w 180HB i miałam poważne plany dot. mojej ścieżki rozwoju w ramach struktur agencyjnych. Natomiast cieszę się, że tę decyzję podjęłam pod presją (siebie samej), bo w przeciwnym razie jeszcze długo bym jej nie podjęła. A dziś cieszę się bardzo z miejsca, w którym jestem. 

Jak wyglądały te poważne plany?

Julia Konopka: Do 180HB wróciłam chwilę przed wybuchem pandemii, a zdecydowałam się na to dlatego, że otrzymałam propozycję otwarcia pierwszego zagranicznego oddziału agencji. Stało przede mną ogromne wyzwanie, ale zarząd agencji wiedział, że takie ambitne zadania lubię najbardziej, a doświadczenie pracy ze mną dawało im gwarancję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by zrealizować stojące przede mną wyzwanie. Niestety pandemia zmieniła nasz plan działania, bo nie mogłam podróżować, klienci w pierwszej kolejności ucinali budżety marketingowe, a później – z uwagi na kwestie budżetowe – skupiłam się na pozyskiwaniu klientów w Polsce. Gdy wraz z zespołem pozyskałam Glo rozpoczęłam pracę nad Clouds Fest, już zupełnie nie miałam przestrzeni na rozwijanie działalności zagranicznej. A reszta to już historia. 

Jak chcielibyście, żeby odbierano Osom Studios? Z czym chcecie być kojarzeni? 

Bartłomiej Walczuk: Wierzę, że dzięki Julii z ekscentrycznego projektanta staliśmy się studiem naprawdę, a nie tylko z nazwy. I to nie w rozumieniu znajomych z Instagrama, tylko w rozumieniu klienckim. Na przykład dzięki temu klienci wiedzą, że ktoś odbierze od nich telefon. Bo o ile przychodzą po konkretny skill czy po prostu żeby zobaczyć, czy ta dwójka z social mediów naprawdę tak wygląda, to teraz wychodzą oczarowani (tak myślę) również całym procesem. A proces wykorzystany właściwie w teorii powinien być przyjacielem każdego kreatywnego z niechęcią do Excela. Proces to szachy – lepsze planowanie pozwala nam być krok przed potrzebami klientów, a to przekłada się na większą ilość czasu na pracę. Poza tym ja w końcu mogę nie odbierać tych telefonów, których nie odbierałem wcześniej, tylko tym razem ze spokojnym sumieniem. Natomiast lata pracy w agencji dały nam bardzo obszerną listę „do’s’ & don’ts”, więc po prostu staramy się trzymać dobrych praktyk i nie powtarzać tych, które nam nie pasowały. Oczywiście to dużo łatwiejsze ze zbudowanym portfolio, ale nawet ustanowionym graczom zdarza się zapomnieć, że tak naprawdę znowu robią to samo, od czego kiedyś uciekli. Wizerunkowo ciężko mi to określić, my naprawdę staramy się nie starać. Chcemy być kojarzeni z prawdą, bo jaramy się muzyką, którą opakowujemy, czy miejscami, dla których robimy brandingi. Więc cokolwiek robimy, robimy to szczerze, ponieważ w to wierzymy. 

Julia Konopka: Z mojej perspektywy najważniejsze jest, aby ludzie traktowali nas po ludzku, a my odwdzięczymy się tym samym. Oboje mamy różne doświadczenia z pracy w reklamie i takie podejście do drugiego człowieka czy projektu jest dla nas kluczowe. Dlatego jak ktoś nie pisze „Cześć” albo „Dzień dobry” w mailu, tylko od razu przechodzi do rzeczy i używa do tego bardzo krótkich, żołnierskich słów, to my już wiemy, że się nie dogadamy. Tak samo jest z ustalaniem deadline’ów. Muszę przyznać, że jak ktoś do mnie pisze w poniedziałek i potrzebuje czegoś na jutro, to aż się uśmiecham i zazwyczaj grzecznie odpisuję, że agencją last minute to my nie jesteśmy. Natomiast jeśli wiem, że taką prośbę wysyła klient, z którym już współpracujemy i taka sytuacja nie wynika z jego złej woli, to oczywiście zachowujemy się ludzko i staramy się pomóc. Zawsze sprowadza się to do jednej myśli – nic za wszelką cenę i nie ponad nasze siły. 

Szukacie klientów, czy już raczej robicie selekcję tych, którzy się do was zgłaszają?

Julia Konopka: Śmiejemy się, że Bartek zbiera briefy, jeżdżąc rowerem po mieście, bo ilekroć nie wróci z takiej wycieczki, przywozi nowy brief od osoby, którą przypadkiem spotkał. To oczywiście niejedyna droga, jaką pozyskujemy nowych klientów, ale takie przypadkowe briefy bardzo lubimy, bo są nieplanowane, a przez to bardziej rozrywkowe. Są też artyści, do których odzywamy się sami, po tym jak natkniemy się na jakiś ich numer albo występ na żywo i czujemy, że ich energia i nasza mogą być dobrym połączeniem. Mamy też na naszej bucket-liście kilka marek, z którymi chcielibyśmy zrealizować projekty, ale na ten moment mamy na tyle dużo bieżącej pracy wynikającej z briefów, które do nas przychodzą, że staramy się mierzyć nasze siły na zamiary. A to też oznacza, że nie przyjmujemy wszystkich briefów, jakie do nas trafiają. Zasada jest jedna – przyjmujemy tylko te briefy, które nas ekscytują w jakiś sposób, bo w przeciwnym razie wiemy, że możemy nie dostarczyć klientowi osom rzeczy, a przecież po to do nas przychodzą.

Jak się dzielicie pracą w studiu?

Julia Konopka: Ja odpowiadam za kwestie biznesowe, wspólnie odpowiadamy za strategię Osom, a Bartek skupia się na stronie kreatywnej naszego biznesu. Natomiast w projektach oboje uczestniczymy w procesie kreatywnym, bo Bartek potrzebuje partnera do poodbijania piłeczki, a ja lubię wszędzie wtykać swój nos, więc dobrze nam się taki model sprawdza. Ale bywa też tak, że Bartek trochę próbuje "przyaccountować", a ja "przydesignerzyć". To generuje wiele śmiechu w naszej pracy, ale też dowodzi, że zdecydowanie bardziej efektywni jesteśmy w naszych głównych rolach.

Bartłomiej Walczuk: Jestem świetną accountką (tylko juniorką). Proszę absolutnie nie wierzyć moim słowom w tym akapicie. 

Rekrutujecie do Osom Studios? Chcecie być agencją, taką z zatrudnionymi ludźmi, współpracownikami?

Julia Konopka: Wolimy nazywać się studiem niż agencją, bo agencja kojarzy się często z całościową obsługą reklamową klienta, a my takiej nie oferujemy. W realizowanych projektach skupiamy się na stronie wizualnej i później na niej budujemy dalej, jeśli pozwala nam na to zakres briefu. Robiliśmy jakiś czas temu rekrutację na designera, jednak w ogłoszeniu zaznaczyliśmy, że rekrutacja dotyczy współpracy projektowej, a nie stałego zatrudnienia. Zależy nam na dobrych warunkach współpracy i sprawiedliwej płacy dla naszych współpracowników, dlatego takie rozwiązanie uznaliśmy za najlepsze dla obu stron. Dodatkowo nasze doświadczenia dowodzą, że współpraca projektowa jest po prostu zdrowsza i bardziej „zajawkowa”. Choć model „wolnych elektronów” ma swoje istotne wady w kontekście sprawnego rozwijania biznesu, daje nam możliwość utrzymania ekscytacji naszych współpracowników na wysokim poziomie, a to z kolei pozwala nam na wypracowanie jakościowych kreacji w zdrowej atmosferze. 

Bartłomiej Walczuk: My jesteśmy syndykatem kotów, jestem nawet w stanie wyobrazić sobie taki slajd w prezentacji o nas. 

W jakim kierunku chcecie się rozwijać? Branża muzyczna? Podbój rynków zagranicznych?

J.K.: Muzyka zajmuje ważne miejsce w naszym biznesie, ale w najbliższym czasie będziecie mogli zobaczyć realizacje Osom w innych, pewnie mniej oczywistych dla naszych odbiorców, dziedzinach. Zdarza nam się realizować projekty dla zagranicznych klientów, natomiast rozszerzanie biznesu na zagranicę nie jest naszym głównym focusem. Po latach pracy w reklamie i podjęciu decyzji o wspólnym tworzeniu Osom Studios doszliśmy do wniosku, że dla nas najważniejsze jest robienie projektów, które nas ekscytują i w których możemy się realizować. Na polskim rynku widzimy dużo przestrzeni do takich działań, dlatego nie mamy parcia na działalność międzynarodową. Jeśli jednak pojawi się na tapecie zagraniczny projekt z briefem, dzięki któremu zaświecą nam się oczy, to na pewno nie odmówimy jego realizacji.

Rozmawiała: Katarzyna Kacprzak

Bartłomiej Walczuk

Współtwórca Osom Studios, uznany dyrektor kreatywny, designer, pasjonat typografii i brandingu. W swoim bogatym dorobku artystycznym ma prace dla najważniejszych artystów polskiej sceny muzycznej (m.in.: Dawida Podsiadły, Quebonafide, PRO8L3M czy Artura Rojka), a także światowych brandów (m.in. Nike, Burger King czy Levi’s). Wielokrotnie nagradzany na lokalnych i zagranicznych festiwalach m.in w Cannes Lions, Promax BDA, Golden Drum, Effie oraz KTR. Zdobywca Fryderyka za najlepszą oprawę graficzną dla projektu „Małomiasteczkowy” Podsiadły i Telekamery.

Julia Konopka

CEO Osom Studios i założycielka Good Life Concept

Związana z branżą reklamową od ponad siedmiu lat. Doświadczenie zdobywała, pracując po stronie agencji, dla takich klientów, jak Nike, Pernod Ricard, BAT czy Huawei. Dziś wraz z Bartłomiejem skupiają się głównie na tworzeniu projektów z zakresu komunikacji ludzi i marek oraz identyfikacji wizualnej. Dodatkowo Julia organizuje wyjazdy dla aktywnych kobiet szukających narzędzi do zarządzania ich poczuciem szczęścia.

Rozmowa ukaże się w wersji papierowej w najbliższym czerwcowym numerze magazynu "Media Marketing Polska".

Katarzyna Kacprzak 663 Artykuły

Zajmuje się agencjami reklamowymi i eventowymi. Ma na oku studia produkcyjne i branżę OOH. Gdyby mogła wybrać byłaby kopistką w Bibliotece Aleksandryjskiej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.