Freelancer na dobre i na złe

Czy agencja powinna wstydzić się tego, że ktoś na zasadach freelance'u robi za nią projekty? Dominika Makowska, account manager w agenci interaktywnej Mosqi.to, rozważa słabsze i mocniejsze strony takiej współpracy.

Agencje reklamowe, butiki kreatywne, studia graficzne, agencje interaktywne różnią się pod wieloma względami, ale jeden drobiazg pozwala wrzucić je do wspólnego worka – korzystają z usług freelancerów. Robią to na różną skalę i z różną częstotliwością, ale w historii każdej firmy z branży kreatywnej można znaleźć przynajmniej jeden przypadek, kiedy podparła się pracą freelancera.

Kiedy agencje sięgają po pomocną dłoń freelancera? Najczęściej z powodu braku czasu, zasobów, umiejętności. Agencja, która jest w transie pracy dla kluczowych klientów i nie chce rezygnować z dodatkowych, drobniejszych zleceń, dzwoni do freelancera. 100 proc. zasobów agencji pracuje na wytężonych obrotach, a freelancer pozwala na dodatkowe 10-20 proc., a czasem nawet więcej. Inna sytuacja ma miejsce wtedy, kiedy czas, owszem, jest, ale brakuje odpowiednich zasobów ludzkich lub umiejętności z danej dziedziny potrzebnej do realizacji zlecenia. Zamiast odsyłać klienta z kwitkiem, warto wtedy zatrudnić na jakiś czas freelancera specjalistę.

Można również znaleźć wyznawców teorii, że freelancer generuje niższy koszt dla agencji niż stały pracownik. Nie trzeba płacić mu pensji w okresie przestoju prac czy urlopu, nie trzeba płacić za niego ZUS-u. Wiele agencji na początku swojej działalności decyduje się na zatrudnienie 1-2 grafików na stałe i zlecanie freelancerom większości prac.

Czy to dobrze, że kreacje tworzą freelancerzy, a nie pracownicy agencji? Nie można na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie tak lub nie. Podobnie jak nie da się jednoznacznie udzielić odpowiedzi na pytanie, czy to uczciwe, że agencja ucieka się do pomocy freelancera na potrzeby stworzenia projektu konkursowego. To normalna w dzisiejszych czasach praktyka. Znając słabość własnych zasobów, agencja decyduje się zainwestować w usługi bardzo dobrego freelancera. W ten sposób wygrywa konkurs i zdobywa klienta.

Jeśli chodzi o aspekt jakościowy, to kwestia jest w 99 proc. zależna od tego, jakiego freelancera agencja wynajmie. Jeśli chce oszczędzać, bo jest początkującą firmą na dorobku i skorzysta z usług amatora ze względu na niską stawkę, to faktycznie jej klienci mogą odczuć spadek jakości usług. Wpływ na jakość może też mieć to, że freelancer zna klienta i jego wymagania słabiej niż osoba, która miała okazję zrealizować dla klienta już kilkanaście projektów. W takich sytuacjach ciężar spoczywa w większej mierze na barkach osoby koordynującej prace nad projektem. Jeśli freelancer został wybrany z należną uwagą, to o spadku jakości usług nie będzie mowy.

W kontekście wizerunkowym również zdania są podzielone. Żaden to wstyd chcieć zapewnić klientowi jak najwyższą jakość usług. Jeśli w tym celu trzeba uciec się do pomocy freelancera – cóż, nie każda agencja ma szansę skompletować zespół składający się z samych asów. Znajdą się na pewno zwolennicy teorii, że zlecanie projektów freelancerowi, a później podpisywanie się pod nim logotypem agencji to oszustwo. Jeśli jednak umowa z freelancerem została tak skonstruowana, że zrzeka się on wszelkich praw autorskich do projektu, to trochę tak jakby zarzucać komuś, że nosi buty firmy "x", ale mów o nich "moje".

Zjawisko freelance'u jest w dzisiejszych czasach popularne na równi z pracą na etat, zwłaszcza w branżach takich jak kreatywna. Freelancer to nie kto inny jak wolny duch, który nie chce ograniczać się do jednej agencji, do stałej puli klientów, do unormowanych godzin pracy. Świadczy swoje usługi agencjom, a jeśli jest dość zdeterminowany i przedsiębiorczy, dociera również bezpośrednio do klientów.

Tutaj można przestać się zastanawiać nad tym, czy to dobrze, że agencje korzystają z usług freelancerów, należy przemyśleć raczej kwestię, jak silną konkurencję stanowią freelancerzy dla agencji. Skoro zdecydowali się na samodzielne działanie, to można przypuszczać, że są na tyle zdolni, że kupią sobie uznanie klienta jakością projektów. Najprawdopodobniej są też samodzielni, w związku z czym koszt realizacji projektu spada (freelancer działa sam, kosztuje mniej niż cały team projektowy). Mamy więc stosunek jakości do ceny. Jeśli jakość projektów jest wysoka, a stawki niższe od agencyjnych, sprawa jest oczywista.

Prawdą jest też to, że freelancer może wydawać się z pozoru mniej solidny niż agencja, ponieważ nie stoi za nim pan prezes, sztab kreatywnych, copywriterów i eleganckie biuro. Jednak gdy startuje w konkursie, składa ofertę niemal anonimowo w zalakowanej kopercie i tak samo jak za każdą agencją mówią za niego głównie jego projekty.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.